Za oknem pogoda iście jesienna, choć przed nami jeszcze kilka dni lata. To leje się z nieba soczysty deszcz, to z za chmur wyłaniają się delikatnie promienie słońca, natura jednym słowem pokazuje nam całe swoje piękno. I dobrze, że się tak dzieje, bo dzięki temu można zanurzyć się w marzeniach, w rozmyślaniu nad tym co skrywa serce i pragnieniach, by uchwycić szczęście.
Zastanawiałem się długo nad tym co napisać, bo minęło już trochę czasu od ostatniego wpisu, i choć pomysłów mam wiele, myślę, że warto zanurzyć się dziś głęboko w ciepłym fotelu, z dobrą herbatą i otwartym sercem nad tym, co sprawia, że nasze życie staje się piękniejsze.
Bo czy radości nie przynoszą nam marzenia? Czy nie czujemy się dobrze, kiedy wybiegamy w przyszłość, kiedy planujemy? Czy nie dostajemy wewnętrznej energii, kiedy stawiamy sobie jakieś cele, kiedy chcemy iść za tym co podpowiada nam serce?
Tak, wiem, wielu z Was powie, że na te pytania pozytywnie mogą odpowiedzieć tylko ci, którzy są 100% marzycielami, ale czy tylko oni? Wydaje mi się, że nie…
Bo dziś chciałbym się podzielić właśnie refleksją nad marzycielstwem, bo wiem, że niestety nie zawsze jest ono brane na poważnie, a jednak sprawia, że można życie przeżyć całkiem inaczej. Jestem osobą głęboko wierzącą, co więcej jestem księdzem katolickim i śmiało mogę powiedzieć, że jestem marzycielem i to w 100%. Kiedyś się tego bałem, a może po prostu nie korzystałem z tej strony mojej natury, bo wydawało mi się, że marzyciel to taki ktoś, kto ciągle unosi się nad ziemią, kto nie jest odpowiedzialny, taki lekkoduch.
Z biegiem czasu, kiedy zacząłem realizować swoje ,,marzenia”, kiedy zostałem księdzem, zacząłem prowadzić bloga, a potem pisać książki zaczęło do mnie docierać, że bez marzeń nie da się żyć. Bo czym są tak naprawdę marzenia? Moim zdaniem marzenia to wołanie naszego serca i naszej duszy, które ma pobudzać nas do czynienia dobra, a co za tym idzie do poszukiwania Boga.
Marzenia są dobre, bo wyznaczają nasze cele i stawiają wymagania, te przysłowiowe ,,poprzeczki”. Marzycielstwo nie sprawia, że ktoś będzie nieodpowiedzialny, albo zbyt oderwany od świata, to jest droga, która może sprawić, że właśnie lepiej będziemy potrafili życie realizować. Bycie marzycielem sprawia, że człowiek staje się bardziej wrażliwy, potrafi dostrzegać dobro i piękno, potrafi się zastanawiać nad sobą i światem. Marzyciel ma zawsze otwarte serce i w duszy gra mu zawsze wiele spraw.
Marzenia mogą sprawić, że życie stanie się owocniejsze, że będziemy bardziej radośni, że będziemy potrafili poszukiwać szczęścia. A czy w duchu wiary, którą wyznajemy tym bardziej nie powinniśmy być marzycielami? Myślę, że z tej perspektywy taka jest właśnie Ewangelia, która tchnie w nas to co ma sprawić, że będziemy szczęśliwi, czyli Niebo. Bo marzenie to nie jest coś nieuchwytnego, to jest coś bardzo realnego, tylko często jest tak, że albo nam się nie chce do tego dążyć bo jest zbyt wymagające, albo się po prostu boimy…
A czy jako wierzący nie powinienem zacząć marzyć o spotkaniu z Bogiem, o wieczności, o Niebie? No właśnie, marzenia, to kolejna z możliwości, by przeżyć życie głębiej i osiągnąć cel – Niebo, tylko pytanie, czy już ten cel w moim życiu został określony?

